Wciaz szukam. Szukam. Szukam. Szukam. Przecenilam siebie i swoje mozliwosci, swoje kwalifikacje.
Robie troche projektow z domu, ale chodzi o to aby z domu wyjsc!
Zrobilam strony takie jak Epsilon Plus; czy strone o Regalach magazynowych;
Jak na nieprofesjonalistke, wydaja mi sie calkiem fajne...
Nic to, przyjezdzam do domu. Troche ustawic sie na nogi.
powoli przyzwyczajam sie do roli kury domowej. dzis stalam jak wariatka 3godziny w kuchni i kleilam pierogi ruskie. ale bylo warte. E. smakowaly, a ja bylam zachwycona swoim talentem kulinarnym. niestety tylko mieszkanie na tym ucierpialo, bo nie zostalo sprzatniete, ale co sie odwlecze, to...
udalo sie. KONIEC. w koncu dlugo oczekiwane zakonczenie. Jestem magistrem. Ciezar z ramion spadl. ten wielki worek ziemniakow, ktory od roku na wlasne zyczenie nosilam.
Zaskoczyli mnie. Z dnia na dzien musialam w pociag i jechac na obrone. No i w koncu moge odetchnac. z ogromna ulga. az sie krzyczec chce. I to nie ze wzgledu na to, ze studia skonczylam, a to, ze te stosy papierow moge wyniesc, skonczyly sie nieprzespane noce, myslenie co i kiedy i jak.
Rozdzial na pazdziernik zostal zapisany do konca i zamknac mozna te ksiege. Zajac sie nowa. Inna. Z innymi celami. z innymi marzeniami. z usmiechem na twarzy.
ulga. cudowne uczucie.
a mojej pracy jak nienawidzilam tak wciaz nienawidze i sie nie moge doczekac az w koncu bedzie moj ostatni dzien :)
ahh... piekna jesien!
pazdziernik. jesien. piekna pora roku, aby przekartkowac ksiazke, przysiasc i zrobic liste strat i zyskow.
oddalam w koncu prace mgr. pod presja czasu, ktora sama sobie stworzylam, nie wyszla to praca na wage nagrody nobla, ale grund jest zlozone. teraz tylko obrona. i cos sie definitywnie skonczy. zatrzasnie za soba drzwi, jakby nigdy nie istnialo. jakby nigdy nie bylo tych nieprzespanych nocy. tych nerwow. lez. rozpaczy. koniec.
a ja i tak nie czuje ulgi. cos siedzi i dziure wierci. w brzuchu. glowie. kolejne zmartwienia, ktore sama na wlasnie zyczenie sobie maluje.
dzis definitywnie zwolnilam sie z pracy. z TT rozstaje sie pod koniec listopada. szmat czasu. bede odliczac dni, kiedy wyjde bede mogla zostawic to za soba. bedzie 13 miesiecy. roznych miesiecy. monotonnych. czasem barwnych. urokliwych. a to znow deszczowych.
jedno dobre dalo mi to miejsce - przyzwyczailam sie do miasta. przezwyciezylam niektore swoje leki. umocnilo mnie w swoich przekonaniach. no i przeciez E., ktory ze mna zamieszkal.
W miniony weekend sprzatalam z E. mieszkanie. Bylo niezbyt czysto, jak i po maratonie pisania mgr trzeba bylo zrobic troche powietrza na szafkach, w szufladach i pod stolem - czyli wszedzie tam, gdzie lataly zapiski, notatki, ksiazki i wydruki.
Pozegnalam sie z duza iloscia moich prywatnych rzeczy. Kiedys trzeba puscic. Wyczyscic. Bo przyszly z czasem wazniejsze rzeczy. Czas mija. Wspomnienia bledna albo sie umacniaja. Usmiechy znikaja, lzy wysychaja. Jednak to co wazne, zostaje przeciez i tak w sercu. A teraz E. stal sie wazny. Trzeba bylo troche posprzatac. Choc ciezko mi bylo. Ale z ulga wynieslismy 3 torby smieci.
teraz zacznie sie szukanie. pisanie. pytanie. ukladanie. sortowanie.
tak, pazdziernik to piekny miesiac na nowe cele.
troche sie boje. ze za szybko.
zapominam o swiecie. o problemach. o obowiazkach.
nagle wszystko sie zmienia.
byl spontaniczny weekend w polsce. postanowienie typu pisanie pracy niestety spelnione nie zostalo, ale za to z rodzicami pobylam, Sebastiana i Doroty mieszkanko obejrzalam, spotkalam sie z Olenia. tesknie. slowo to codziennie sie przewija przez moje zycie od kiedy jestem tutaj sama. serduszka moje tak daleko. bedac w warszawie probuje lapac kazda chwile, pochlaniac ja, sciskac i nie wypuscic. brac wszystko wszystkim. dlatego tez moje pobyty sa takie intensywne, szybkie, chaotyczne. musze sie nasycic nimi, zanim znow wroce do innego swiata, ktory wciaz probuje sobie zbudowac, ktory wciaz jest tak chlodny, ale w ktorym sie odnalazlam. jestem znow spowrotem. 6 godzin pociagiem zawsze mnie mecza. ci ludzie mnie mecza.