... 2009-03-10 10:08:52

Wciaz szukam. Szukam. Szukam. Szukam. Przecenilam siebie i swoje mozliwosci, swoje kwalifikacje.
Robie troche projektow z domu, ale chodzi o to aby z domu wyjsc!
Zrobilam strony takie jak Epsilon Plus; czy strone o Regalach magazynowych;
Jak na nieprofesjonalistke, wydaja mi sie calkiem fajne...

Nic to, przyjezdzam do domu. Troche ustawic sie na nogi.

skomentuj (0)

... 2009-01-26 21:23:48

powoli przyzwyczajam sie do roli kury domowej. dzis stalam jak wariatka 3godziny w kuchni i kleilam pierogi ruskie. ale bylo warte. E. smakowaly, a ja bylam zachwycona swoim talentem kulinarnym. niestety tylko mieszkanie na tym ucierpialo, bo nie zostalo sprzatniete, ale co sie odwlecze, to...


dochodzi drugi miesiac, kiedy siedze w domu i dostaje lekkiego swira. przecenilam rynek berlinski. przecenilam sie sama. ale sie nie poddaje. nie upadne, choc dna dotykam, ale E. mnie ciagnie do gory, ociera mi lzy, pociesza. E. daje mi wiele sily. Jest boski, ze nie dostaje ze mna jeszcze swira. Nie jeden juz by dawno uciekl. Nawet kot juz mnie czasem nie wytrzymuje.
Ale musi sie cos koniecznie niedlugo zmienic. Po prostu MUSI. Tylko jak? Samo nie przyjdzie. A jak szukam, to nie znajduje. Ale moze zlotym srodkiem jest wpierw znalezienie drogi do samej siebie, aby moc isc dalej....
Tu jestem obcokrajowcem, jestem polka, z magistrem, z jezykami, i bez pozwolenia o prace. rewelacyjna kombinacja. ale sie boksuje, pelzam, ide na czworakach. I ile jeszcze pewnosci mam w sobie, tyle bede walczyc. W najgorszym wypadku bede robila cos calkiem innego. 
I tak wciaz kocham Berlin. Nie zmieni to tez brak pracy, z wlasnej woli :)

skomentuj (1)

usmiechow tysiace 2008-10-20 17:19:36

udalo sie. KONIEC. w koncu dlugo oczekiwane zakonczenie. Jestem magistrem. Ciezar z ramion spadl. ten wielki worek ziemniakow, ktory od roku na wlasne zyczenie nosilam.
Zaskoczyli mnie. Z dnia na dzien musialam w pociag i jechac na obrone. No i w koncu moge odetchnac. z ogromna ulga. az sie krzyczec chce. I to nie ze wzgledu na to, ze studia skonczylam, a to, ze te stosy papierow moge wyniesc, skonczyly sie nieprzespane noce, myslenie co i kiedy i jak.
Rozdzial na pazdziernik zostal zapisany do konca i zamknac mozna te ksiege. Zajac sie nowa. Inna. Z innymi celami. z innymi marzeniami. z usmiechem na twarzy.
ulga. cudowne uczucie.

a mojej pracy jak nienawidzilam tak wciaz nienawidze i sie nie moge doczekac az w koncu bedzie moj ostatni dzien :)
ahh... piekna jesien!

skomentuj (0)

krok po kroku 2008-10-07 16:55:04

pazdziernik. jesien. piekna pora roku, aby przekartkowac ksiazke, przysiasc i zrobic liste strat i zyskow.
oddalam w koncu prace mgr. pod presja czasu, ktora sama sobie stworzylam, nie wyszla to praca na wage nagrody nobla, ale grund jest zlozone. teraz tylko obrona. i cos sie definitywnie skonczy. zatrzasnie za soba drzwi, jakby nigdy nie istnialo. jakby nigdy nie bylo tych nieprzespanych nocy. tych nerwow. lez. rozpaczy. koniec.
a ja i tak nie czuje ulgi. cos siedzi i dziure wierci. w brzuchu. glowie. kolejne zmartwienia, ktore sama na wlasnie zyczenie sobie maluje.

dzis definitywnie zwolnilam sie z pracy. z TT rozstaje sie pod koniec listopada. szmat czasu. bede odliczac dni, kiedy wyjde bede mogla zostawic to za soba. bedzie 13 miesiecy. roznych miesiecy. monotonnych. czasem barwnych. urokliwych. a to znow deszczowych.
jedno dobre dalo mi to miejsce - przyzwyczailam sie do miasta. przezwyciezylam niektore swoje leki. umocnilo mnie w swoich przekonaniach. no i przeciez E., ktory ze mna zamieszkal.
W miniony weekend sprzatalam z E. mieszkanie. Bylo niezbyt czysto, jak i po maratonie pisania mgr trzeba bylo zrobic troche powietrza na szafkach, w szufladach i pod stolem - czyli wszedzie tam, gdzie lataly zapiski, notatki, ksiazki i wydruki.
Pozegnalam sie z duza iloscia moich prywatnych rzeczy. Kiedys trzeba puscic. Wyczyscic. Bo przyszly z czasem wazniejsze rzeczy. Czas mija. Wspomnienia bledna albo sie umacniaja. Usmiechy znikaja, lzy wysychaja. Jednak to co wazne, zostaje przeciez i tak w sercu. A teraz E. stal sie wazny. Trzeba bylo troche posprzatac. Choc ciezko mi bylo. Ale z ulga wynieslismy 3 torby smieci.

teraz zacznie sie szukanie. pisanie. pytanie. ukladanie. sortowanie.
tak, pazdziernik to piekny miesiac na nowe cele.

troche sie boje. ze za szybko.

skomentuj (0)

... 2008-07-13 23:15:28

zapominam o swiecie. o problemach. o obowiazkach.

zapominam o czasie. wszytsko stoi bez ruchu.
spedzilismy caly weekend ze soba. bylismy nad morzem. zatopieni w zachod slonca i fale, poszlismy dopiero po polnocy szukac hotelu. naturalnie nic nie zanlezlismy i wrocilismy do Berlina. Jak dzieci, zapominamy o podstawowych rzeczach. wpatrzeni w marzenia, zapominajac o reszcie swiata.
Gang ma mi za zle, ze nie spedzam juz tyle czasu z nimi. Ze ich nie slucham, nie widze. Ale ja o nich pamietam, tylko jakos taka roztargniona chodze. Bo to poczatek, kiedy potrzebuje jego jak powietrza. kiedy bez niego u boku zle sypiam.
Ani jednej zlej emocji, ani jednej zlej mysli. niczym 15latka ciesze sie ze wszytskiego, jakbym nie znala zycia patrze zamarzona w przyszlosc. dziwnie wszystko latwe sie staje. brak pytan jak? dlaczego? a gdy? w jakim celu? a jesli?
dobrze mi z takim bytowaniem. niech sie nie zmienia.
tylko Charlie zazdrosny. daje to nam mocno do zrozumienia. Oby to byla kwestia przyzwyczajenia...


skomentuj (1)

bo tak... 2008-06-24 02:42:00

nagle wszystko sie zmienia. 

nabiera szybszego tempa. glosnieszych dzwiekow. wyrazniejszych kantow. intensywniejszych kolorow.
miasto znow sie smieje. a ja z nim. glosno. 
dac sie poniesc. wszystko samo sie ulozy. teraz jest dobrze.
 ta chwila moglaby trwac wiecznie.niech nie peknie jak banka mydlana. 
jeszcze chwile chce trzymac to cos, odrzucajac problemy dnia codziennego za siebie.
berlin, wlasnie kolejny raz sie w tobie zakochalam.

skomentuj (0)

buh.. 2008-06-03 23:38:31

byl spontaniczny weekend w polsce. postanowienie typu pisanie pracy niestety spelnione nie zostalo, ale za to z rodzicami pobylam, Sebastiana i Doroty mieszkanko obejrzalam, spotkalam sie z Olenia. tesknie. slowo to codziennie sie przewija przez moje zycie od kiedy jestem tutaj sama. serduszka moje tak daleko. bedac w warszawie probuje lapac kazda chwile, pochlaniac ja, sciskac i nie wypuscic. brac wszystko wszystkim. dlatego tez moje pobyty sa takie intensywne, szybkie, chaotyczne. musze sie nasycic nimi, zanim znow wroce do innego swiata, ktory wciaz probuje sobie zbudowac, ktory wciaz jest tak chlodny, ale w ktorym sie odnalazlam. jestem znow spowrotem. 6 godzin pociagiem zawsze mnie mecza. ci ludzie mnie mecza.


dzis pierwszy dzien kiedy siedze w domu, w celu pisania pracy. zbyt kreatywnie dzien sie nie zakonczyl, ale tona wydrukow i materialow wali sie pod moimi nogami. to motywowuje. kolejny miesiac spedze w domu na klejeniu zdan, wymyslaniu akapitow, budowaniu zdan, wklejania slow.
piekne lato za oknem, szkoda ze tylko oddychac nie moge. biorac pod uwage, ze moje cztery katy znajduja sie pod dachem, mozna sie tylko udusic albo siedziec pod prysznicem oblewajac sie lodowata woda. Charlie tez nie jest zbyt zachwycony. obydwoje zalujemy, ze brakuje nam balkonu, ogrodka, kawalka przestrzeni na zewnatrz. ale jutro z Tobi pojedziemy kupic wentylator. moze wtedy i moje szare komorki troche ozyja nie myslac tylko o duchocie...

odebralam w koncu nowe patrzalki.w koncu oczy moga od szkiel kontaktowych odpoczac. no i kawa w jedna reke, papieros w druga i zabieramy sie do roboty. pewnie znow nic z tego nie wyjdzie. ale sprobowac warto...

skomentuj (0)

Księga Gości